Wyrok w sprawie BSC i Suarez przeciwko Home Office: sąd potwierdził legalność systemu eVisa, ale obnażył jego realne koszty dla ludzi

W brytyjskim prawie imigracyjnym coraz mniej rzeczy istnieje dziś w ręku człowieka, a coraz więcej wyłącznie na ekranie. Karta pobytu, dokument potwierdzający status, fizyczny dowód prawa do pracy, najmu czy świadczeń – to wszystko ma stopniowo ustąpić miejsca jednemu rozwiązaniu cyfrowemu. W wyroku z 30 marca 2026 roku w sprawie R (BSC i Janice Cabahug Suarez) v Secretary of State for the Home Department, High Court musiał odpowiedzieć na pytanie, które od dawna wisiało nad całym systemem eVisa: czy Home Office może legalnie upierać się przy modelu wyłącznie cyfrowym nawet wtedy, gdy ten model zawodzi i spycha ludzi w realną biedę, bezdomność albo administracyjną niewidzialność. Sąd odpowiedział: tak, może. Ale równie wyraźnie pokazał, że problem nie jest teoretyczny, lecz dotyka konkretnych ludzi i może prowadzić do bardzo poważnych skutków. 

To nie była sprawa o to, czy eVisa jako taka jest zła. Same powódki przyznawały, że system cyfrowy ma zalety. Spór dotyczył czegoś węższego, ale fundamentalnego: czy w wyjątkowych sytuacjach, gdy eVisa nie działa prawidłowo, Home Office powinien mieć obowiązek zapewnienia alternatywnego sposobu potwierdzenia statusu – na przykład dokumentu fizycznego albo innej formy elektronicznej. Obie powódki przez długi czas nie mogły skutecznie wykazać swojego statusu nie z własnej winy. Ich problemy zostały ostatecznie naprawione, ale sąd uznał, że sprawa i tak ma znaczenie ogólne, bo dotyczy samej konstrukcji systemu. 

Tło prawne jest istotne. Sąd przypomniał, że brytyjskie państwo od 2014 roku rozwija tzw. hostile environment, czyli system mający utrudniać życie osobom przebywającym w Wielkiej Brytanii nielegalnie. Jednocześnie ten sam system wymaga od osób przebywających legalnie, aby umiały wykazać swój status w wielu codziennych sytuacjach: przy pracy, najmie mieszkania, korzystaniu ze świadczeń, usług zdrowotnych, rachunków bankowych czy finansowania studiów. Kiedyś służyły temu fizyczne dokumenty biometryczne. Obecnie Home Office przeszedł na model cyfrowy, w którym status jest widoczny przez eVisa i kod udostępniania. Innymi słowy, człowiek może mieć pełne prawo do pobytu, ale jeżeli system nie pokaże tego we właściwy sposób, jego codzienne życie może się natychmiast zablokować. 

Szczególnie mocne w tym wyroku jest to, że sąd nie próbował udawać, iż problemy są marginalne albo wymyślone. Przeciwnie, wyraźnie zaakceptował, że błędy w systemie eVisa zdarzają się naprawdę, mogą występować bez jakiejkolwiek winy po stronie migrantów, potrafią utrzymywać się przez dłuższy czas i mają realny wpływ na życie osób nimi dotkniętych. Home Office wskazywał, że system obejmuje już około 11–12 milionów posiadaczy eVisa. W samym listopadzie 2025 roku UKVI Resolution Centre odebrało około 41 tysięcy połączeń, a od kwietnia do października 2025 roku zgłoszono 116 011 spraw dotyczących problemów z eVisa. Z tej liczby 81 461 zgłoszeń dotyczyło błędów, które rzeczywiście wymagały naprawy. To bardzo ważna liczba, bo pokazuje, że nie mówimy o kilku jednostkowych awariach, lecz o zjawisku systemowym. 

Historie obu powódek pokazują, jak wygląda taki błąd w praktyce. BSC była ofiarą handlu ludźmi. Trafiła do Wielkiej Brytanii z fałszywym paszportem i fałszywymi danymi nadanymi przez sprawców. Mimo że podała władzom swoje prawdziwe dane, dokumenty Home Office nadal odzwierciedlały dane fałszywe. Gdy próbowała doprowadzić do poprawienia wpisów, uzyskała dostęp do eVisa zawierającej mieszaninę prawdziwego i fałszywego nazwiska oraz błędną datę urodzenia. Błąd nie został naprawiony szybko. Dopiero 4 września 2025 roku udało się jej uzyskać prawidłową eVisa. W międzyczasie była samotną matką pięcioletniego dziecka, korzystała z Universal Credit, mieszkała w lokalu tymczasowym i obawiała się utraty świadczeń, problemów z najmem i niemożności wykazania prawa do pracy. Sąd wyraźnie odnotował, że nie ponosiła winy za te błędy i aktywnie próbowała je naprawić.

Druga powódka, Janice Cabahug Suarez, otrzymała leave to remain z prawem do świadczeń publicznych, ale jej eVisa błędnie wskazywała warunek no recourse to public funds. To nie był drobny techniczny szczegół. Z powodu błędu odmówiono jej Universal Credit, a ona sama wycofała wniosek o Child Benefit, ponieważ uwierzyła, że system pokazuje prawdę. Dopiero po interwencjach potwierdzono, że wpis był nieprawidłowy, a właściwa korekta pojawiła się dopiero 16 czerwca 2025 roku. W międzyczasie grożono jej utratą wsparcia azylowego i zakwaterowania. Sąd odnotował też, że źródłem problemu był nie tylko błąd urzędnika, ale również błąd systemowy, przez który próba zmiany warunków została elektronicznie odrzucona.

Mimo tego wszystkiego powódki przegrały. Dlaczego? Bo sąd rozdzielił dwie kwestie: legalność polityki i jej racjonalność. W pierwszym zarzucie twierdzono, że Home Office bezprawnie „związał sobie ręce”, odmawiając rozważania fizycznych albo alternatywnych dowodów statusu w sytuacjach wyjątkowych. Sąd się z tym nie zgodził. Uznał, że prawdziwą ustawową dyskrecją jest sama decyzja o wydaniu dokumentu biometrycznego, a nie obowiązek każdorazowego rozważania wszystkich możliwych form, w jakich taki dokument miałby istnieć. Mówiąc prościej: zdaniem sądu przepisy wymagają, by Secretary of State rozważał wydanie dokumentu statusowego, ale nie nakazują mu zachowywania otwartej polityki co do jego formatu w każdej indywidualnej sprawie. W konsekwencji polityka „tylko eVisa” nie została uznana za niedozwolone związanie dyskrecji. 

Drugi zarzut dotyczył racjonalności. To był najmocniejszy punkt sprawy, bo dotykał codziennego życia ludzi. Powódki argumentowały, że skoro system cyfrowy potrafi zawieść na miesiące, a skutkiem może być brak dostępu do pracy, mieszkania, banku i świadczeń, to całkowita odmowa tworzenia wyjątków jest po prostu irracjonalna. Sąd przyznał im rację co do jednego: szkoda jest realna, błędy istnieją, a cierpienie dotkniętych nimi osób bywa poważne. Mimo to uznał, że standard kontroli sądowej jest bardzo wysoki. Pytanie nie brzmiało, czy można było zaprojektować system lepiej, lecz czy polityka Home Office jest tak nierozsądna, że żaden rozsądny organ nie mógłby jej przyjąć. Na to pytanie sąd odpowiedział przecząco. Zwrócił uwagę, że Home Office wdraża środki naprawcze, rozwija system wsparcia, utrzymuje Resolution Centre, szkoli pracowników i pracuje nad stabilizacją systemu. To wystarczyło, aby uznać politykę za mieszczącą się w granicach racjonalnych decyzji administracyjnych. 

W praktyce oznacza to coś bardzo ważnego dla migrantów i prawników imigracyjnych. Ten wyrok nie mówi, że problemy z eVisa są błahe. Nie mówi też, że osoby dotknięte błędami mają po prostu cierpieć w milczeniu. Sąd wręcz zauważył, że w pilnych przypadkach możliwe pozostaje uzyskanie interwencji sądowej nakazującej Home Office szybkie zapewnienie prawidłowego dostępu do poprawnej eVisa albo innego skutecznego potwierdzenia statusu przez dostępne kanały. To istotny sygnał: choć polityka systemowa przetrwała kontrolę, indywidualne sprawy nagłej krzywdy nadal mogą prowadzić do pilnych środków sądowych. Właśnie dlatego ten wyrok jest jednocześnie porażką systemową dla argumentu o obowiązkowym dokumencie zastępczym i ostrzeżeniem dla Home Office, że błędy cyfrowe nie są prawnie obojętne. 

Jest w tym orzeczeniu jeszcze jeden ważny element. Sąd zauważył, że rząd wcześniej sam rozważał rozwiązania awaryjne, w tym drukowane tokeny czy inne metody potwierdzania statusu dla osób cyfrowo wykluczonych albo podróżujących. Ostatecznie Home Office odrzucił ten kierunek, uzasadniając to potrzebą zachowania aktualności danych w czasie rzeczywistym. To pokazuje, że alternatywy nie były fantazją aktywistów, lecz realnie istniały w debacie wewnętrznej. Ostateczna odmowa była więc wyborem politycznym i administracyjnym, a nie konsekwencją absolutnego braku możliwości prawnych czy technicznych. 

Z perspektywy praktyki imigracyjnej ten wyrok trzeba czytać trzeźwo. Nie daje on generalnego prawa do żądania fizycznej karty pobytu zamiast eVisa. Nie tworzy też ogólnego obowiązku Home Office do budowy równoległego, awaryjnego systemu dokumentów. Ale jednocześnie dostarcza bardzo mocnego materiału dowodowego do przyszłych spraw indywidualnych. Sąd przyjął bowiem jako fakt, że błędy eVisa mogą wystąpić bez winy migranta, mogą trwać długo i mogą powodować rzeczywistą krzywdę. To zdania, które w praktyce sporów z Home Office będą wracały jeszcze wielokrotnie. 

Najkrócej mówiąc, Home Office wygrał sprawę o model. Migranci wygrali uznanie, że model ten potrafi wyrządzać poważną krzywdę. I właśnie w tym napięciu będzie teraz toczyć się kolejny etap sporów o eVisa w Wielkiej Brytanii. Bo państwo może cyfryzować imigrację. Nie może jednak udawać, że kiedy system nie działa, człowiek też przestaje istnieć.

ELSG - Polski prawnik w UK

Jeśli masz wątpliwości lub potrzebujesz porady zwiazanej z prawem pracy w UK, skontaktuj się z nami.

Telefon: 0044203 627 0223 Kontakt

Zgłoś sprawę o odszkodowanie